Pięć całodziennych tras rowerowych, pięć pomysłów, pięć możliwości. Gdzie najlepiej wybrać się z Krakowa na rower? Przedstawiamy Wam nasze rekomendacje – każdą z proponowanych wycieczek przejechaliśmy od początku do końca, obfotografowaliśmy i.. nakręciliśmy film 🙂 To co, jedziemy razem?
NOCOWANIE W
NAMIOCIE
To nic strasznego! Nasz uniwersalny poradnik wprowadza w temat krok po kroku.
WYPRAWA ROWEROWA
Jak się przygotować do wyprawy z sakwami? Co spakować, jak wyznaczyć trasę?
POLSKA NA WEEKEND
Nasze propozycje na aktywne zwiedzanie Polski.
Gdzie z Krakowa na rower?
Leżący w kotlinie Kraków daje naprawdę spore możliwości wytyczenia ciekawych, różnorodnych tras rowerowych – także na 1 dzień! Możemy pojechać wałem wzdłuż Wisły w jedną lub drugą stronę, odwiedzić podkrakowskie skałki i doliny, zmęczyć się na podjazdach, wpaść do kopalni soli w Wieliczce czy Bochni. Gdzie najlepiej wybrać się z Krakowa na rower, aby wrócić tego samego dnia? W tym artykule przedstawimy Wam 5 konkretnych, autorsko wytyczonych przez nas tras.
Ojcowski Park Narodowy, czy Dolinki Krakowskie?
Zaproponowane wycieczki w większości zaczynają się lub kończą w centrum Krakowa – jeśli nie, są dobrze skomunikowane pociągiem. W skrócie – w tym artykule wspólnie odwiedzimy Puszczę Niepołomicką, objedziemy wszystkie ciekawe formacje skalne w Ojcowskim Parku Narodowym, pokręcimy się po podkrakowskich dolinkach – tu też będzie bardzo malowniczo. Nie zapominając o pagórkowatych, południowych rubieżach Krakowa dojedziemy do Kalwarii Zebrzydowskiej, a już bardziej płaską trasą, wzdłuż Królowej Polskich Rzek, mijając opactwo w Tyńcu pojedziemy do Oświęcimia. Każda trasa o innym poziomie trudności – czyli dla każdego coś dobrego.
Spis treści:
1. Puszcza Niepołomicka
11 tysięcy hektarów – mniej więcej tyle zajmuje Puszcza Niepołomicka, leżąca między Krakowem a Bochnią. Kiedyś był królewskim terenem łowieckim, a dziś przetrwała jako jeden z największych kompleksów leśnych w Małopolsce.
Mamy tu szlaki i piesze i rowerowe – tych drugich jest zdecydowanie więcej – zwykle poprowadzone są nienagannym asfaltem lub dobrze ubitym szutrem.
W puszczy ponoć nie trudno spotkać jelenia, sarnę czy dzika, ale naszą największą uwagę przykuły… żubry! Są zgromadzone w specjalnym ośrodku hodowlanym. Nie jest to jednak zagroda pokazowa jak choćby w Kopnej Górze czy Białowieży na Podlasiu, ale mając odrobinę szczęścia możemy je podejrzeć z podestu przy tzw. Drodze Królewskiej.
Płasko, zielono i przyjemnie
Dzisiejsza trasa jako jedyna jest całkowicie płaska – żebyście się za szybko nie zniechęcili. Jest też całkiem krótka, bo w planie mamy 60 kilometrów. Trochę po lasach, trochę wzdłuż Wisły. I tak dojedziemy sobie pod Wawel.
Wyjątkowo przejedziemy sobie tę trasę w odwrotną stronę – zaczynamy w Bochni, do której w godzinkę dojechaliśmy pociągiem osobowym z Krakowa Głównego. Choć dworzec znajduje się w północnej części miasta (czyli omijając centrum od razu możemy uderzyć w kierunku puszczy), polecamy wpaść na chwilę na rynek. Jest bardzo ładnie, a i najstarsza Kopalnia Soli w Polsce jest tuż obok.
Po opuszczeniu Bochni, przyjemnym, pieszo-rowerowym mostkiem linowym przekraczamy Rabę i po paru kilometrach wjeżdżamy do lasu – zostaniemy tam dłużej. Wąska, asfaltowa droga z wyłączonym, publicznym ruchem samochodowym – lepiej być nie może 🙂 Po kilku kilometrach dojeżdżamy do Czarnego Stawu – urokliwego torfowiska w środku puszczy – to dobre miejsce na postój lub nocleg w namiocie, o ile akurat Wam wypadnie.
Niepołomice i błonia zamkowe
Trasę poprowadziliśmy obok wspomnianej platformy widokowej przy rezerwacie żubrów – choć żeby je spotkać, trzeba mieć nieco szczęścia. Nam się nie udało, jedziemy więc dalej na zachód i mając na liczniku 26 kilometrów wyjeżdżamy z lasu, wprost do Niepołomic, 30-tysięcznego miasta zaliczającego się już do aglomeracji krakowskiej.
Tu wskazany postój pod Niepołomickim zamkiem, który prezentuje się naprawdę okazale. Polecamy odpocząć na podzamkowych błoniach – fajnie ogarnięty, rekreacyjny teren nad rzeką Drwinką.
Dalej mamy dwie opcje – obie prowadzące w miarę wzdłuż Wisły. Albo pojedziemy Wiślaną Trasą Rowerową po południowej stronie rzeki – ta prowadzi lokalnymi drogami i po wale przeciwpowodziowym, albo północną stroną – dalej od Wisły, a bliżej krakowskiej huty.
Wzdłuż Wisły aż pod Wawel
Już wiemy, że północna opcja wiąże się z gorszym rodzajem nawierzchni, jest jednak nieco ciekawsza. Trasa jest słabo oznaczona – korzystajcie ze szlaku wytyczonego w aplikacji mapy.com lub trasy wgranej na GPS. Początkowo jedziemy fragment wałem po północnej stronie Wisły, potem, w Przylasku Rusieckim, pedałując wzdłuż licznych stawów, powoli zbliżamy się do Płaszowa – przemysłowej części Krakowa.
Szlak przeciska się między nieużytkami, pozostałościami terenów przemysłowych i kolorową, nowoczesną spalarnią śmieci znów nad Wisłę. Ostatnie 12 kilometrów to wygodna jazda wałem wzdłuż Wisły (jedyna przeszkoda – przy ujściu Białuchy do Wisły ścieżka niespodziewanie kończy się krótkimi schodami, ale z rynną rowerową) stopniowo zbliżamy się do centrum Krakowa. Na koniec mijamy jeszcze charakterystyczną bryłę hotelu Forum. Znacie ten budynek?
Jeśli wybierając się z Krakowa na rower nie chcecie się za bardzo zmęczyć podjazdami, a jednocześnie odpocząć od ruchu aut wśród zieleni – Puszcza Niepołomicka jest bardzo dobrym wyborem.
2. Ojcowski Park Narodowy
Rozjeździliśmy się po płaskim, czas podwyższyć poprzeczkę. Na drugą wycieczkę wybierzemy się do jedynego parku narodowego pod Krakowem, czyli Ojcowskiego.
Najmniejszy park w Polsce, ale niech was to nie zwiedzie – atrakcji w nim nie brakuje. Z charakterystycznymi, wapiennymi skałami w przeróżnych kształtach wiążą się nietypowe nazwy i różne legendy. I… wcale nie trzeba daleko odchodzić od drogi – wręcz przeciwnie, bo z rowerowej perspektywy zobaczymy mnóstwo.
W kierunku Doliny Prądnika
Spod Wawelu, zachodnią stroną objeżdżamy Stare Miasto. Chwilę później pedałujemy już przez Krowodrzą Górkę, jedno z większych, krakowskich blokowisk z lat 70-tych. Jadąc na północ, już po 6-ciu kilometrach wyjeżdżamy z Krakowa i zagłębiamy się w wąskie, asfaltowe trakty Doliny Prądnika. Zaczynają się pierwsze podjazdy i zjazdy, dolina się zwęża, a ruch samochodowy niknie.
Brama Krakowska, Rękawica i Jaskinia Ciemna
Wjeżdżając do Ojcowskiego Parku Narodowego od Południa, stopniowo robi się coraz piękniej. Po krótkim popasie w sympatycznym barze nad Prądnikiem (polecamy!) dojeżdżamy do najbardziej znanych, skalnych formacji parku – Bramy Krakowskiej, Igły Deotymy, Rękawicy. Do tej ostatniej podchodzimy kawałek szlakiem, zostawiając rowery przy wejściu. 10 minut podejścia i mamy zupełnie inną perspektywę. Tym szlakiem można udać się również do jaskini Ciemnej – ta jest już płatna.
Maczuga Herkulesa, Skała i powrót do Krakowa
Żeby nie było za prosto, za Ojcowem szlak odbija ostro pod górę i wyprowadza nas z doliny – tu krótki, szutrowo-kamienisty fragment musimy prowadzić rowery. Ale asfalt szybko „wraca”, podobnie jak dolina Prądnika – po kilku kilometrach, dość ostro zjeżdżamy do drogi wojewódzkiej, dojeżdżając wprost pod Pieskową Skałę. A na jej szczycie zamek, pobudowany w XIV wieku. Jeśli macie chwilę, można go zwiedzić od środka lub za drobną opłatą wejść na dziedziniec. Tak samo polecamy z bliska zobaczyć słynną maczugę Herkulesa – stoi przy samej drodze.
Kolejne kilometry to przyjemny zjazd do skrzyżowania z drogą na Ojców, po czym – już mniej przyjemny, ale na szczęście dość krótki – podjazd do Skały, małego miasteczka, w którym można zrobić krótki postój. Nas akurat łapie deszcz, więc po przeczekaniu ruszamy czym prędzej w kierunku Krakowa.
Początkowo drogą wojewódzką, potem już boczkami. Wąskimi, przyjemnymi, z tendencją raczej zjazdową niż podjazdową. To bardzo przyjemny, sielski i widokowy odcinek! Nie wiedzieć kiedy wjeżdżamy do miasta, a od granicy już tylko kilka kilometrów do punktu końcowego wycieczki.
Gdzie z Krakowa na rower? Do Ojcowa – tak powiem!
Mimo słabej pogody (w naszym przypadku) to była świetna wycieczka! Baaardzo widokowa, choć i jest gdzie się zmęczyć – w nogach mamy 500 metrów podjazdu. Przede wszystkim – poza krótkimi fragmentami – poruszamy się w zerowym lub bardzo małym ruchu samochodowym. Najbardziej nieprzyjemnym odcinkiem pozostaje fragment drogi wojewódzkiej za Skałą – ale to tylko ok. 4 km.
3. Dolinki Krakowskie
O Parku Krajobrazowym Dolinki Krakowskie słyszeliśmy wiele dobrego od dawna – a dopiero teraz było nam dane się dobrze zapoznać z tym miejscem! Dolinek jest w sumie kilkanaście, choć tylko kilka jest przejezdnych rowerem.
To właśnie tutaj można znaleźć charakterystyczne wapienne ostańce i liczne jaskinie. Cały krajobraz powstał miliony lat temu, gdy teren ten znajdował się pod ciepłym morzem jurajskim. Jednym z symboli parku jest Sokolica w Dolinie Będkowskiej – najwyższa skała na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, mająca około 80 metrów wysokości. To prawdziwy raj dla wspinaczy i fotografów. Ale i dla nas!
Z Balic do dolinek najbliżej
Zrobimy dziś koło 80 kilometrów dlatego z Krakowa Głównego podjechaliśmy pociągiem na zachód do stacji Kraków Olszanica. Tuż obok lotniska Balice – i właśnie od punktu widokowego na lądujące samoloty rozpoczynamy tą wycieczkę (dla chętnych – to konkretnie tutaj).
Rowerem najlepiej jest dostępna dolinka Będkowska – podobno najładniejsza. Mamy do niej jakieś 15 kilometrów od lotniska. Pniemy się więc do góry częściowo wzdłuż wojewódzkiej, ale w większości jednak bocznymi drogami przez Zabierzów i Bolechowice. Aż dojeżdżamy nad stawy nad Będkówką.
Po drodze, kieszeniowo, wpadliśmy jeszcze do doliny Kobylańskiej – prowadzi tędy szlak pieszy i rowerowy – jest jednak już bardziej terenowo. No i trzeba wrócić tą samą drogą.
Camping pod Sokolicą
Przez środek doliny Będkowskiej prowadzi wąska, asfaltowa droga ze znikomym ruchem. Wokół nas zalesione wzgórza i skały – w tym najwyższa Sokolica. Tuż pod nią, na polanie zorganizowany jest spory camping z bardzo przystępnymi cenami. Kiedyś musimy tu przyjechać!
Jeszcze kawałek pod górę i.. asfalt się kończy. Jeśli chcemy jechać dalej doliną, przed nami ok. 3 kilometry leśnego podjazdu, na szczęście nie tak bardzo ostrego (możemy ten fragment objechać główniejszą drogą przez Bębło). Wyjeżdżamy z doliny – tu jeśli chcemy, możemy połączyć wycieczkę z trasą numer 2 – do Ojcowskiego Parku Narodowego jest raptem kilka kilometrów.
W kierunku Krzeszowic
W tej wycieczce jednak jedziemy na zachód, w kierunku Jerzmanowic. Trochę kamienistym szutrem, trochę asfaltem. Aby przedostać się do Racławic (i dalej w kierunku Krzeszowic) szlak biegnie szutrem przez pola – to ostatni odcinek o gorszej nawierzchni na tej trasie.
W Paczółtowicach jeszcze jeden podjazd i… lecimy w dół, do samych Krzeszowic. Dla chętnych – można wpaść po drodze (i znowu podjechać…) do pięknie położonego klasztoru w Czernej.
Dolinka Mnikowska – ostatnia na naszej trasie
Za Krzeszowicami podjeżdżamy jeszcze pod zamek Tenczyn, leżący na rowerowym Szlaku Orlich Gniazd. Można go zwiedzać – my mamy jeszcze trochę kilometrów do zrobienia, więc odpuszczamy. Lasami Tenczyńskiego Parku Krajobrazowego dojeżdżamy do pięknej Doliny Mnikowskiej – ostatniej na naszej trasie, do której możemy wjechać również kieszeniowo.
Do Krakowa wracamy już spokojnymi asfaltami oraz ścieżką rowerową wzdłuż wału nad Wisłą. I… jeśli mielibyśmy wybrać tę jedną wycieczkę z pięciu, to z Krakowa na rower wybralibyśmy się właśnie w Dolinki!
4. Na południe, do Kalwarii Zebrzydowskiej
..ale nie najprostszą trasą – choć i taka wcale łatwa by nie była. Jesteśmy już rozjeżdżeni, więc ruszamy w czwartą, najbardziej wymagającą trasę z podjazdami, których i Podhale by się nie powstydziło. No bo na 80 kilometrach przewyższeń będzie ponad 1000 metrów. Dzisiaj kręcimy na południe od Krakowa – z widokiem na Wieliczkę i jezioro Dobczyckie. Celem, poza pięknymi widokami, jest Kalwaria Zebrzydowska – z niej wrócimy do Krakowa pociągiem.
W kierunku Wieliczki
Na drugą stronę Wisły przedostajemy się pieszo-rowerową kładką Ojca Bernatka i ulicą Wielicką mkniemy w kierunku Wieliczki. W większości wygodną ścieżką rowerową.
W samej Wieliczce można zrobić postój na kawę – na przykład przy okazałej tężni – największej w tej części Polski. Tą z kolei pobudowano przy samej kopalni soli, z której miasto słynie na całą Europę. Obiekt pobudowano w XIII wieku – przez ponad 700 lat była jedną z najważniejszych kopalni soli na starym kontynencie. Dziś znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO.
Jezioro Dobczyckie – woda dla Krakowa
Za Wieliczką zaczynają się pierwsze podjazdy – pagórkowata rzeźba terenu zostanie z nami do końca wycieczki. i przyjemnymi, wąskimi asfaltami (a czasem i gruntami) pniemy się pod górę. Ze wszystkich okolic Krakowa tu zdecydowanie jest najbardziej pagórkowato – ale i jak malowniczo. Publicznymi drogami z dość umiarkowanym ruchem dojeżdżamy do Dobczyc – niewielkiego miasteczka, położonego nad sztucznym zalewem na Rabie.
Zbiornik retencyjny powstał całkiem niedawno, bo w 1986 roku – dostarcza ponad połowę wody pitnej do Krakowa i dzięki regulacji przepływu, chroni mieszkańców dolnego biegu Raby przed powodziami. Najlepiej podziwiać go z góry Zamkowej w samym mieście – tak jak i znajdujący się na niej średniowieczny zamek.
Zalew objeżdżamy od południowej strony, asfaltowymi drogami – tu ruch jest już zdecydowanie mniejszy. Góra – dół, góra – dół – w ten sposób dojeżdżamy do Myślenic. Przyjemne miasto z fajną trasą pieszo-rowerową wzdłuż rzeki i ładnym ryneczkiem.
Zostało nam 25 kilometrów do Kalwarii Zebrzydowskiej. Dla nas to cel dzisiejszej wycieczki, ale to przede wszystkim jedno z najważniejszych miejsc pielgrzymkowych w Polsce.
Kalwaria jest Zebrzydowska, bo powstała z inicjatywy wojewody krakowskiego, Mikołaja Zebrzydowskiego, w XVII wieku. Nie samo miasto, a klasztor bernardynów. Nawet jeśli nie przyjeżdżacie tu z powodów religijnych, a na przykład na rowerze, warto wpaść chociażby dla takich widoków, jak na zdjęciach. Swoją drogą – po okolicznych wzgórzach rozsianych jest ponad 40 kaplic. Mniejszych i większych. Można sobie zrobić naprawdę niezły spacer.
Kalwaria Zebrzydowska – warto?
Jadąc z Krakowa na rowerze na południe nie da się uniknąć górek – to zdecydowanie najbardziej wymagająca trasa ze wszystkich – pod kątem przewyższeń. Sporo jedziemy po drogach publicznych, ale już za Dobczycami ruch na nich jest dość niewielki. Na plus, że w zasadzie w 100% są utwardzone – dopiero przed Kalwarią Zebrzydowską znajdzie się kilka gruntowych traktów – w tym podjazdów.
5. Wiślana Trasa Rowerowa
Na koniec oczywista oczywistość – z Krakowa na rower warto wybrać się – po prostu – na wycieczkę wzdłuż Wisły! W tym wypadku przejedziemy fragmentem Wiślanej Trasy Rowerowej, prowadzącej ze Szczuczyna do Wisły (lub na odwrót). My dojedziemy do Oświęcimia, skąd od Krakowa wygodnie można wrócić pociągiem.
Wiślana trasa rowerowa ma mieć docelowo 1200 kilometrów i prowadzić spod źródeł do ujścia Królowej Polskich Rzek. Poza przejechanym przez nas, małopolskim odcinkiem, dobrą infrastrukturę znajdziemy jeszcze na Kujawach i Pomorzu. Brakujące odcinki w pozostałych województwach są w bliższym i dalszym przygotowaniu.
Pod kątem przewyższeń, ta wycieczka jest o wiele łatwiejsza od poprzednich. Jest też bardzo bezpieczna i wygodna – w znaczącej większości prowadzi po wydzielonej, utwardzonej ścieżce wzdłuż wału, lub bezpośrednio po nim.
Opactwo w Tyńcu – pierwszy cel
Właściwie spod samego Wawelu jedziemy wygodną ścieżką – trzeba tylko przejechać na drugą stronę rzeki. Już po kilku kilometrach żegnamy się z ostatnimi zabudowaniami Krakowa i witamy z majaczącym w oddali Opactwem Benedyktynów w Tyńcu. Ależ on jest pięknie położony!
W tym miejscu możemy podjechać na górę i zrobić sobie przerwę pod kościołem – można też, trzymając się najbliżej Wisły, skrócić sobie drogę nieformalną ścieżką – po kilkuset metrach wracamy na wygodny asfalt.
Gdzie z Krakowa na rower? Do Oświęcimia
Szczerze? Kolejne kilometry mogą się wydać monotonne – jedziemy w większości wałem, raz na jakiś czas zjeżdżając na gminne, asfaltowe drogi przez wsie. Na wysokości elektrowni wodnej w Łączanach przeprawiany się na drugą stronę – tu mamy jedyny podjazd na trasie, do miejscowości Kamień, niestety dość ruchliwą drogą. Ten odcinek można śmiało ominąć południową stroną rzeki (fragmentem szlaku Velo Skawa), ale wyjdzie odrobinę więcej kilometrów.
Po zjeździe z górki, na którą podjechaliśmy, wracamy znów nad Wisłę i grzecznie, asfaltami lub dobrym szutrem dojeżdżamy do Oświęcimia, nie niepokojeni przez żadne samochody.
Wiślana Trasa Rowerowa – informacje praktyczne
I tutaj, aby dostać się do Oświęcimia, musimy przejechać na drugą stronę Wisły. Najlepiej to zrobić mostem w Broszkowicach – trochę na około, ale przy mniejszym ruchu. Ogólnie trasa, którą przejechaliśmy, jest bardzo spokojna, pozbawiona trudności (poza nielicznymi, o których pisaliśmy). 82 km to dystans jak najbardziej do zrobienia – choć przed jazdą zaopatrzcie się w jedzenie i picie (sklepów po drodze niewiele) i sprawdźcie kierunek wiatru 🙂
Gdzie z Krakowa na rower? Podzielcie się!
Mamy nadzieję, że nasze rowerowe propozycje wokół Krakowa przypadły Wam do gustu – dajcie znać, którą trasę najchętniej byście przejechali i podzielcie się swoimi opiniami. A może macie jakieś swoje polecajki i podpowiecie nam, gdzie jeszcze można się wybrać z Krakowa na rower?

Pomóż nam współtworzyć to miejsce
Nasze plany podróżnicze na przyszłość sięgają znacznie dalej – możesz się z nimi zapoznać na naszym <a href="https://www.patronite.pl/gdzielosponiesie/description/" profilu Patronite i, jeśli chcesz, dołożyć od siebie skromną cegiełkę. Poznajmy się lepiej!
OSTATNIE ARTYKUŁY NA BLOGU
Gdzie z Krakowa na rower? 5 tras rowerowych w każdą stronę
Rowerowy namiot wyprawowy – Marabut Biko
Velo Dunajec – 237 km rowerowej przygody
Sycylia wschodnia i zachodnia. 15 miejsc i atrakcji, które polecamy
Śląskie atrakcje – co polecamy na weekend?
Opolskie na weekend. 5 miejsc, które polecamy
Najpiękniejsze miejsca w Kazachstanie – gotowy plan na 14 dni
Bielizna Merino – jak się sprawdza na zimowych wyjazdach rowerowych?